Tokeny osobiste – którędy droga?…

Przez
Jan Rybski
-
14 min czytania
tokeny osobiste którędy droga

Poniższy wpis jest komentarzem do projektu SAPIENCY 2019 –  i sporządzony został na podstawie informacji zaczerpniętych z Whitepaper 2.0, dokumentu opublikowanego na stronie Sapiency.

Spis treści:

  • Wstęp
  • Teza: Podsumowanie komentarza
  • Uzasadnienie ww. tezy
  • Podsumowanie:

Wstęp:

Zagadnienie tokenów tzw. osobistych zaczyna nurtować opinię publiczną oraz świat technologii godnych zaufania ( blockchain’owych oraz rozproszonych rejestrów DLT). Abstrahując od aspektów etyczno-moralnych tego zagadnienia wywołujących dyskusje ukierunkowane na szukanie odpowiedzi na pytanie, czy człowiek jest towarem na sprzedaż, nawet jeśli czyniłby to sam dla siebie i dobrowolnie, pozbawiając się przy tym na stałe części swej suwerenności i zawężając swój obszar wolnej woli; to zagadnienie to jest istotne z punktu widzenia rodzącej się właśnie gospodarki tokenowej i kierunków jej rozwoju.  

Projekt SAPIENCY tworząc de facto platformę pozwalającą na rozwój i upowszechnienie procesów tokenizacji osobistej, akceptuje je, widząc w nich ciekawą propozycję biznesową. Czy tak, jak jest ona w tym projekcie sformułowana, jest ona rzeczywiście ciekawa biznesowo? Poniżej próba odpowiedzi na to pytanie.  

Teza: Podsumowanie komentarza

Projekt SAPIENCY pokazuje, jako teoretyczna wprawka i „etiuda” zapakowana w zgrabną, acz zawiłą bardzo formułę, możliwe zastosowanie i wykorzystanie technologii blockchain w gospodarce tokenowej. Z uwagi jednak na jego bezużyteczność dla życia gospodarczego opartego w głównej mierze na wymianie towarów i usług (wymiana informacji, wiedzy, technologii i ludzi, wspiera tylko te procesy) napędzanej tworzeniem wartości dodanej, głównego kreatora postępu w życiu społeczno-gospodarczym*, projekt ten wydaje się być - nie podważając przy tym zasadności samego zmierzenia się z tematem emisji tokenów osobistych - projektem chybionym, gdyż to, czym projekt ten ma być „napędzany”, czyli kolejne emisje tokenów osobistych, nie będzie realizowane w wymiarze pozwalającym na mówienie o projekcie „Sapiency” jako o biznesie dającym jego twórcom i użytkownikom oczekiwane przez nich korzyści. Z pustego bowiem i Salomon nie nalał, zatem i tokeny nieoparte o realne aktywa o określonej wartości godziwej, będą bezwartościowymi nosicielami obietnic, których spełnienie zapisane będzie w gwiazdach. Według piszącego te słowa, idąc tą drogą, można zaprowadzić procesy tokenizacji w ślepą uliczkę, jaką w lat 1995-2001 zwiodły i zawiodły inwestorów tak zwane dotcomy lat. To może nadszarpnąć wydatnie tworzony właśnie mozolnie, po pierwszych „śliwkach robaczywkach” w postaci emisji typu  ICO, pozytywny wizerunek gospodarki tokenowej jako antidotum i właściwą alternatywę dla chylącego się ku upadkowi modelu gospodarczego opartego o waluty FIAT.

*Dzisiejszy kryzys bierze się właśnie z usilnych i permanentnych prób nakręcania postępu społeczno-gospodarczy za pomocą emisji pustych pieniędzy, za którymi nic nie stoi, a na pewno nie wartość dodana, w wymiarze, chociażby pokrywającym ich wartość emisyjną. Także tokeny osobiste bez oparcia o określone co do wartości aktywa  i niereprezentujące z góry określonych praw (określone konkretnie co do czasu ich realizacji oraz wartości świadczenia) oraz pozbawione mechanizmu ich egzekwowalności skazane są na porażkę.

Uzasadnienie ww. tezy:

W uzasadnieniu do powyższego komentarza-opinii kieruję się przede wszystkim szukaniem odpowiedzi na podstawowe pytanie stawiane sobie przez każdego z nas (abstrahując przy tym od nielicznych altruistów czy „prawdziwych” komunistów): co ja z tego będę miał/miała? Inaczej postawione, pytanie to brzmi: po co to wszystko jest?  I nie chodzi tutaj o korzyści oferenta, bo ten, jak chce coś sprzedać (towar czy usługę), czyni to nie z pobudek altruistycznych tylko oczywiście egoistycznych, często zarobkowych, lecz o korzyści użytkownika-nabywcy-inwestora.  Czyli chodzi tutaj konkretnie o to, co inwestor będzie z tego według projektu Sapiency miał?

Otóż czytając pierwsze 13 stron dokumentu Whitepaper 2.0 do projektu Sapiency, który jest najważniejszym dokumentem informacyjnym dla potencjalnych inwestorów, trudno jest ww. korzyści dostrzec. W „Streszczeniu” na stronie 2 czytamy bowiem – a ponieważ jest ono krótkie, przytoczę tutaj w całości jego treść:

„Na tradycyjnych rynkach finansowych istnieje pojęcie akcji niemych. Są one formą udziału w danej spółce, nie dają jednak prawa głosu, a co za tym idzie, decydowania o jej losie. To oczywiście duże uproszczenie, jednak właśnie w takiej formie chcemy podejść do inwestycji w marki osobiste.”

Komentarz: porównywanie inwestowania w aktywa w formie akcji (obojętnie z jakimi uprawnieniami by one nie były powiązane) do „inwestycji w marki osobiste” (które później w tekście okazuje się jednak być de facto inwestowaniem li tylko w przyszłe przychody-gratyfikacje lub pożytki) to nie tyle „duże uproszczenie”, co manipulacja znaczeniowa.  

Abstrahując jednak od kwestii zasadności i adekwatności powyższego porównania dokonanego przez autorów Whitepaper należy stwierdzić, że gdyby rzeczywiście miało tak być, że tokeny osobiste miałby być „inwestycjami w marki osobiste”, to nie zabezpieczone niczym innym (o czym będzie poniżej) musiałby one odzwierciedlać sobą wartość marketingową danej osoby, co jako pewny rodzaj goodwill’u mieści się w kategorii „aktywa” i podlega konkretnej wycenie na samym początku. Przy czym określanie wymiernej wartość marketingowej danej osoby poprzez możliwość osiągania przez nią przychodów dotyka tylko jednego miernika ekonomicznego tej „wyceny”, który do tego, z uwagi na silną zmienność rynku, ma bardzo ograniczony horyzont czasowy. Zatem gdyby rzeczywiście tokenizacja osobista miałaby dotyczyć „marek osobistych” i inwestowania w nie, to wówczas cały projekt SAPIENCY musiałby wyglądać zupełnie inaczej, niż to jest przedstawione w Whitepaper, co oznacza przede wszystkim, że wartość początkowa tokenów powinna byłaby być oparta na samym początku o wycenę takiej marki, a nie ustalona wg nieznanych inwestorom, bo i niewymienionym w Whitepaper, kryteriów, czyli o tak zwane „widzi mi się” - który to sposób wyceny z ekonomią nie ma nic wspólnego. Wydaje się więc, że twórcy tego projektu zapomnieli zupełnie, że procesy tokenizacji są procesami ekonomicznymi, a nie sprawą pewnej kreacji dla samej ich kreacji. Warto jest zatem przytoczyć w tym miejscu definicję tokenizacji jako kategorii ekonomicznej:

„Tokenizacja" to proces ustanowienia na części lub całości aktywów (rozumianych szeroko jako "wartość") posiadanych przez osoby fizyczne lub prawne, praw reprezentowanych przez tokeny, rozumiane jako informacja zapisana w systemie technologii godnej zaufania, która to informacja wobec osoby fizycznej lub prawnej może reprezentować sobą prawa związane z wierzytelnością, lub prawa udziałowe, prawa rzeczowe ,lub inne prawa bezwzględne lub względne oraz, jednocześnie, która zostaje przyporządkowana jednemu lub wielu identyfikatorom w systemach technologii godnych zaufania, i które są oferowane publicznie.  

A natomiast „tokenizacja” rozumiana jako oferowanie usług związanych z tym procesem, oznacza „wszelkie działania i czynności organizacyjno-informatyczne związane z upłynnianiem aktywów na drodze ich digitalizacji poprzez emisję tokenów przy zastosowaniu technologii godnych zaufania.”  

Projekt Sapiency pomija zatem, lub lekceważy, najważniejszy aspekt ekonomicznych procesów tokenizacji, o których stanowi, mianowicie wartość początkową aktywów stanowiącą o wartości początkowej tokenów. Mówiąc o „inwestowaniu w marki osobiste” nie podaje się tam bowiem definicji pojęcia „marka osobista”, nie mówiąc już o ekonomicznych zasadach jej wyceny, tak, aby inwestor wiedział, w co inwestuje. Mamy tutaj zatem raczej do czynienia z pewną zabawą intelektualną, „wariacją na temat” upłynniania czegoś na wskroś ulotnego, co przypomina bardzo emisję pustego pieniądza bez pokrycia, zwanego walutą fiat - w dowolnej ilości i w oderwaniu od kontekstu ekonomicznego. Twierdzenie to  potwierdza dalsza treść „Streszczenia”, w którym czytamy:

„Co dana osoba stojącą za swoją marką osobistą zaoferuje w zamian? To zależy w dużej mierze od niej samej. Może to być zwykłe dziękuję dla osób, które chcą w ten sposób docenić jej twórczość, możliwość płatności za usługę wcześniej zakupionymi udziałami czy prawo do dywidendy wypłacanej na podstawie rocznego dochodu, proporcjonalnie do posiadanego procenta wszystkich udziałów, jakie dana osoba może kiedykolwiek wyemitować.” (wytłuszczenie własne autora).

Komentarz: Po pierwsze, „dziękuję” danej osoby-emitenta, skierowane do inwestora, interesuje tylko tego inwestora, który uznaje to „dziękuję” za „monetę” wystarczająco dlań wartościową, aby w nią zainwestować. Przenoszenie takiego uprawnienia wraz z tokenem na innego inwestora, czyli obrót takim tokenem, o czym mowa jest w projekcie SAPIENCY i co stanowić ma podwaliny ekonomiczne jego egzystencji (vide Whitepaper, str. 13, „Blockchain for People”), ograniczone jest to grona amatorów danej osoby, przez co jest ono wybitnie ograniczone podmiotowo, ale również i czasowo, gdyż dzisiejszy „hero” już jutro może popaść w zapomnienie i niebyt zawodowo-osobisty, co czyni jego „dziękuję” (wraz z tokenem) totalnie bezwartościowym przedmiotem obrotu.  

Jednak zdecydowanie gorzej w relacji do świata realnej ekonomii mają się dalsze sformułowania zawarte w tym zdaniu: Otóż token osobisty, w rozumieniu projektu SAPIENCY, ma być tokenem emitowanym przez osoby fizyczne (gdyż trudno mówić o tokenach osobistych w odniesieniu do spółek, i to obojętnie jakich, tym bardziej kapitałowych, które nazywa się co prawda „osobami prawnymi”,ale li tylko w rozumieniu jako podmioty „posiadające osobowość prawną”). A osoby fizyczne, jako „nie spółki”, czyli osoby nieposiadające osobowości prawnej, nie mogą być emitentami udziałów (akcja jest tylko formą udziału), tym bardziej zatem nie można mówić w odniesieniu do nich o prawie do dywidendy etc.  

W obu przytaczanych w „Streszczeniu” przykładach zwrotnej gratyfikacji mamy do czynienia z kompletnym pomyleniem pojęć i poplątaniem tego, co ma być tokenizowane, przez kogo i jakie prawa mają się z tym wiązać.  Z ekonomią nie ma to zatem nic wspólnego i dyskwalifikuje merytorycznie cały ten projekt, ale poświęćmy mu mimo to dalsze dywagacje:  

W „Streszczeniu”, w odrębnym akapicie, jest dalej napisane:   

„Sapiency to pierwsza aplikacja w ramach całego ekosystemu. Uczestnicząc w aplikacji Sapiency, uczestniczysz nie tylko w niej, ale również kolejnych przyszłych projektach.”

Z samego faktu uczestniczenia w innych projektach nie wynikają żadne  korzyści i w Whitepaper trudno jest też znaleźć, na czym ewentualne korzyści tego uczestnictwa miałyby polegać. Od samego mieszania herbata nie będzie słodsza. To zatem czysta beletrystyka a cały przedstawiony w „Podstawowych założeniach” na str. 13 Whitepaper  mechanizm przypomina raczej próbę stworzenia swoistego „perpetuum mobile”, gdzie zarabia tylko krupier, czyli wymieniający w różnych wzajemnych konstelacjach walutę fiat na tokeny osobiste a te na tokeny SPCY, i jak kto woli z powrotem - a reszta ma liczyć na nieokreślone co do czasu i kwoty korzyści. Próba wyjaśnienia, jak te korzyści mają wyglądać, zawarta na str. 14 w „Emisja tokenów personalnych”, potwierdza tylko to wrażenie. Zajmijmy się tutaj, dla ułatwienia udowodnienia tej tezy, rozebraniem na czynniki pierwsze przytaczanego tam przykładu:

„Przykład:

Przedsiębiorca emituje 21 milionów tokenów personalnych z gratyfikacją w celu uzyskania kapitału na rozwinięcie swojej działalności gospodarczej.”

Komentarz: Określenie „przedsiębiorca” użyte jest ewidentnie w odniesieniu do osoby fizycznej prowadzącej jednoosobowo działalność gospodarczą. Tego typu działalność poddana jest jednak najwyższemu ryzyku. Póki ryzyko to ponosi główny bohater tej działalności, tj. przedsiębiorca, jest to jego osobista sprawa, niestanowiąca  problemu dla ludzi, którzy wspierają go w niej dobrym słowem, ale nie własnymi pieniędzmi, co ma miejsce w przypadku tokenizacji.

Czytajmy jednak dalej: „90% zachowuje dla siebie (przedsiębiorca / tokenów), natomiast pozostałą część wykupują użytkownicy. Jeżeli jeden z użytkowników stał się posiadaczem dwustu dziesięciu tysięcy wyemitowanych tokenów, uprawnia go to do otrzymania 1% dochodu emitenta wykazanego w zeznaniu podatkowym.”

Komentarz: Prawa reprezentowane przez każdy token muszą być równe. Zatem nie 210.000 tokenów uprawnia do czegoś, tylko 1 token uprawnia do 1:210.000-części czegoś. Ale tak napisane wygląda to dość kiepsko. Napisanie jednak tego tak, jak zostało to napisane, świadczy o tym, że w zakresie praw reprezentowanych pojedynczy token jest bezwartościowy, gdyż dopiero posiadanie go w relatywnie dużej ilości daje dostęp do wypłaty świadczenia. Pomińmy jednak ten fakt. Prawem reprezentowanym przez token osobisty w projekcie SAPIENCY ma być roszczenie do udziału w dochodach emitenta – osoby fizycznej, która jednak już na następny dzień po zakończeniu emisji może stracić (mniej lub bardziej dobrowolnie)  zdolność do generowania tych przychodów. Zatem posiadanie nawet wszystkich tokenów danej emisji nic nam nie daje, gdyż nawet 100% w zerze jest tylko zerem. Początkowe pytanie powraca zatem: po co użytkownicy mają inwestować w takie tokeny? Szczególnie że inwestować muszą sporo, jeśli w ogóle mają być z tego tytułu gratyfikowani w pieniądzu. Poza tym przedsiębiorca-emitent może zapewniać wysoki standard swego życia niekoniecznie na drodze opodatkowanych dochodów osobistych, co czyniłoby inwestorów obchodzącymi się przysłowiowym smakiem.  Ruletka wydaje się tutaj grą zdecydowanie bardziej uczciwą.  

Czytajmy jednak dalej: „Dochód ten zostanie wypłacony w tokenach sapiency, czyli zakładając cenę rynkową SPCY na poziomie jednego dolara za token i osiągnięty przez emitenta dochód w wysokości miliona dolarów, na rachunek użytkownika przelane zostanie przez emitenta dziesięć tysięcy SPCY.”

Komentarz: duże liczby robią zawsze wrażenie na ich odbiorcy. Ale ad rem: dochód w zeznaniu podatkowym wykazywany jest w walucie fiat (w Polsce są to PLNy). A ww. gratyfikacja, de facto wynagrodzenie od zainwestowanego kapitału, ma być wypłacana inwestorom - właścicielom tokenów osobistych w kryptowalucie SPCY. Zatem emitent część swego dochodu przypadającą na gratyfikacje dla swoich inwestorów musi skierować na kryptogiełdę celem wymiany na SPCY, które następnie będą rozdzielone wg określonego klucza na inwestorów i ponownie wymieniane przez nich na walutę fiat. Ekonomia zna zasadniczo łatwiejsze systemy redystrybucji dochodów...  

Podsumowanie:

Projekt SAPIENCY to raczej teoretycznie możliwa „wariacja na temat” tokenów osobistych, która jednak z realnym życiem gospodarczym opartym o wymianę uznawanych i akceptowanych przez obie strony transakcji korzyści na zasadzie win-win, z uwzględnieniem wartości dodanej, jakie obie strony przy tym odnoszą, nie ma nic do czynienia. Po pierwsze, wartość godziwa aktywów, na jakich bazuje emisja tokenów, opiera się o hipotetyczną wartość pracy emitenta w nieokreślonym czasie (biorąc przy tym ryzyko choroby uniemożliwiającej wykonywanie pracy lub zgonu) oraz wysokości (vide przychody artystów, których zdecydowana większość po okresie „sławy” klepie przysłowiową biedę). Aczkolwiek co prawda banki, udzielając nam kredytu hipotecznego, nie robią też nic innego, jak oceniają ryzyko spłaty jego kwoty w perspektywie osiągania przez nas przez relatywnie długi czas dochodów na określonym i spodziewanym przez nich poziomie (stąd też takie uprzywilejowanie lekarzy w kredytowaniu ich przez banki, gdzie ryzyko nie osiągania, czy też obniżenia kwoty osiąganych przez nich dochodów jest relatywnie niskie), ALE przy tym zabezpieczają się solidnie na kredytowanej nieruchomości (plus weksel, polisy ubezpieczeniowe etc.). A w projekcie SAPIENCY następuje wymiana waluty fiat (za którą jednak coś mimo wszystko można kupić) na token posiadający wątpliwe "walory" waluty fiat – gdyż raz, że tokeny mają wykreowany rzekomo w oparciu o „markę osobistą”, bez podania jednak jej definicji i bez podania kryteriów jej wyceny, i dwa, że korzyści płynące z ich posiadania wydają się być dość mgliste i odległe, jeśli w ogóle jakiekolwiek. 

Odpowiadając zatem krótko na pytanie zawarte w tytule tego wpisu: nie tędy droga. A kędy zatem? – o tym w następnym moim wpisie.

Oceń post

Twój głos został już dodany.
Ocena: 5 z 5
Liczba ocen: 1
Komentarze
Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności oraz polityce cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych w niej celach, w tym do profilowania, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce lub opuszczenie serwisu. Więcej Akceptuję