Tokenizacja partii politycznych i ich kampanii wyborczych...

Przez
Jan Rybski
-
20 min czytania

Wpis niniejszy ma za zadanie zainspirowanie dyskusji na temat poza budżetowych metod finansowania partii politycznych z wykorzystaniem technologii godnych zaufania (blockchain i rozproszonych rejestrów - DLT).

partie polityczne i ich tokenizacja

Spis treści:

  • Zalety płynące z wykorzystania nowych technologii
  • Metody finansowania partii politycznych
  • Darowizna a token – różnice
  • Token partii politycznej – jaką rolę mógłby odegrać?

Zalety płynące z wykorzystania nowych technologii

Przełożenie zalet wykorzystania tych technologii (m.in. transparentność, lepsza kontrola, dostępność dla każdego 24/7, szybkość i bezpieczeństwo transakcji) dla zwiększenia zakresu bezpośredniego udziału możliwie szerokiego i permanentnie otwartego oraz zmieniającego się liczbowo grona zwolenników określonej idei-myśli politycznej w kształtowaniu oraz doborze instrumentów i konkretnych działań związanych z ich wdrożeniem do życie społeczno-politycznego kraju przez partię polityczną ideę/myśl tą (re)prezentującą, leży jak na dłoni. Wpis ten nie wyraża osobistych poglądów politycznych autora ani nie jest zaproszeniem do dyskusji na ich temat. Ponadto pomija on kwestie prawne proponowanych rozwiązań. Jedynym jego celem jest wywołanie ewentualnej dyskusji na temat, jak finansowanie systemu politycznego przy użyciu ww. technologii może pozytywnie wpłynąć na jego funkcjonowanie. To ważne, gdyż, czy tego chcemy, czy też nie, wpływ i rola polityki w dzisiejszym świecie są coraz większe i stale rosnące.  

Rozdźwięk pomiędzy rządzonym społeczeństwem a rządzącymi i skupiającymi ich instytucjami (np. Unii Europejskiej) staje się coraz większy. Wzrost braku zrozumienia i zadowolenia z rządzących i ich rządów; etykietowanie problemów i zjawisk oraz ich tożsamości, zastępujące pogłębioną ich analizę; rosnący rozdźwięk w zamożności pomiędzy przedstawicielami klasy politycznej a „szarymi” członkami zarządzanego przez nią społeczeństwa – wszystko to rodzi poczucie beznadziejności i wpływa na rosnące niezadowolenie społeczne. Wydaje się, przynajmniej w Europie, że politycy i podległe im media tzw. mainstream'owe z jednej strony, i „zwykli” obywatele z drugiej strony, żyją na zupełnie innych planetach. Obywatele, obarczani coraz bardziej coraz poważniejszymi problemami, do których powstania przyczynili się ich polityczni (jakoby) reprezentanci, ulegają coraz powszechniejszemu odczuciu, że otaczająca ich rzeczywistość i świat stoi na krawędzi, jeżeli nie całkowitej katastrofy, to na pewno poważnej kolizji i konfliktu, który w ostateczności może zostać rozwiązany za pomocą siły (vide trwające protesty „żółtych kamizelek” w Paryżu  o podłożu socjalno-bytowym i rosnąca militaryzacja reakcji na nie władzy).   

Aczkolwiek polityka i problemy społeczne to temat bardzo szeroki, a technologie godne zaufania (blockchain i DLT) nie są w stanie dostarczyć, jako jedyne, dla nich rozwiązań, to wydaje się, że mogą być one zdecydowanie w tym pomocne i użyteczne, szczególnie jeśli chodzi o finansowanie i zarządzanie partiami politycznymi. Czy mogą one zapewnić większą przejrzystość w często podejrzanych finansach partii i polityków? Czy mogą przyczynić się one do (ponownego) włączenia wyborców w proces wyborczy, i to nie tylko w dniu wyborów, ale przed nim i po nim?...  Czas zatem najwyższy zacząć się nad tym poważnie zastanawiać, czy istnieje sposób na wykorzystanie technologii godnych zaufania do zmiany sposobów i metod finansowania i zarządzania partiami politycznymi. Czy może to doprowadzić do „prawdziwej i przejrzystej” demokracji ? - Technologie godne zaufania to na pewno interesująca propozycja, nad którą warto się pochylić. Co też niniejszym pozwalam sobie czynić...

Metody finansowania partii politycznych

W Polsce od lat toczy się dyskusja na temat sposobów i metod finansowania partii politycznych. Jest ona tym gorętsza, im większe jest zniechęcenie wyborców do „klasy politycznej”, nabierającej cechy hermetycznej i "teflonowej" kasty. Biorąc pod uwagę, że ludzie doń należący finansowani są w przeważającej mierze z pieniędzy podatników – proces ten jest zrozumiały.  Zniechęcenie to powodowane jest w znacznym stopniu narastającym poczuciem oderwania się klasy politycznej, tj. osób mniej lub bardziej zawodowo parających się polityką, od swych zobowiązań programowych wobec wyborców, które de facto nabierają cech obietnic bez pokrycia. Dotyczy to procesów politycznych wszystkich szczebli: od rady osiedla po wybór Prezydenta RP. 

Finansowanie kampanii wyborczej poprzez darowizny na rzecz partii lub kandydata, z którego wynaturzoną formą, co do wolumenu środków przeznaczanych na kampanię, mamy do czynienia w przypadku wyborów prezydenckich w USA (vide zapowiadany przez kandydata na kandydata Partii Demokratycznej Michael’a Bloomebrg’a zamiar wyłożenia 1 mld USD, tak, 1000 mln dolarów, na jego ewentualną prezydencką kampanię wyborczą 2020)  rodzi podejrzenie o korupcję polityczną, lub daje możliwość totalnego oderwanie się wybrańca od woli wyborców (wg motta „zapłaciłem swoimi, więc będzie tak, jak ja tego chcę”). Dla polityki i demokracji nie ma być może bardziej niebezpiecznego związku jak nieprzekupność kandydata powiązana z jego finansowym potencjałem dającym możliwości przekupienia (de facto - zmanipulowania) wyborców. Taki związek to najlepsza droga do rządów autorytatywnych – wykluczających lub co najmniej pozorujących procesy demokratyczne. Co by jednak nie było, ww. darowizny, obojętnie jak rozproszone (a może im bardziej rozproszone, tym bardziej) nie są w jakimkolwiek stanie post factum, tj. po wyborze, wymusić na szczęśliwie wybranym realizację zobowiązań programowo-wyborczych, składanych przezeń jego wyborcom (ale także i sponsorom). Promises, promises… Obiecanki – cacanki… Proceder powodujący coraz powszechniejsze uczucia rozczarowania i zniechęcenia do polityki i polityków, skutkujące oddalaniem się wyborców od urn wyborczych. Proces ten sprawia, że finansowanie partii politycznych i ich kampanii wyborczych staje się kluczowym problemem dla utrzymania procesów demokratyzacji życia społeczno-gospodarczego na poziomie zapewniającym zachowanie cechy ich reprezentatywności dla ogółu społeczeństwa (bez wchodzenia tutaj w dyskusję, czy demokracja ma sens, czy też nie – gdyż na razie to ona reguluje w Polsce przebieg procesów politycznych mających wpływ na nasze życie). Problem ten staje się tym bardziej kluczowy wobec wyzwań, przed jakimi stanęła nasza cywilizacja łacińska na początku XXI wieku, a tym samym rosnącej roli polityki dla prób szukania ich rozwiązania.  

Wydaje się, że znalezienie adekwatnego modus vivendi dla finansowania partii politycznych i  ich kampanii wyborczych może wpłynąć także korzystnie na „jakość” klasy politycznej, a tym samym pomóc w znalezieniu rozwiązań adekwatnych do obecnej sytuacji - i skutecznych. Czy takim modus vivendi może być tokenizacja – spróbuję tutaj przedstawić zarysy podwalin dla ogólnej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Podstawową jednak kwestią wymagającą quasi natychmiastowego rozwiązania jest problem, jak spowodować, aby partie polityczne mogły zostać zmuszone przez wyborców do realizacji swych wyborczych założeń programowych – czyli jak zrobić, aby obietnice wyborcze stały się wiążącymi zobowiązaniami, których niespełnienie mogłoby by być legitymizowane li tylko nagłym i niespodziewanym zaistnieniem obiektywnych okoliczności zewnętrznych. Czy tokenizacja partii politycznych może zatem wyjść temu problemowi naprzeciw?

Darowizna a token – różnice

Spróbujmy najpierw zróżnicować, czym w ogóle jest darowizna, a czym jest token. Darowizna to bezpłatne świadczenie związane z przysposobieniem korzyści obdarowanemu z majątku darczyńcy (art. 888 k.c.). Co ciekawe, art. 896 k.c. przewiduje możliwość odwołania darowizny wykonanej, „jeżeli obdarowany dopuścił się względem niego (darczyńcy) rażącej niewdzięczności.” Niestety, niewywiązanie się z obietnic wyborczych pod definicję „rażącej niewdzięczności” nie podpada… Tym samym darowizna na rzecz partii, spełniając wymogi kodeksu cywilnego oraz art. 25 Ustawy z dnia 27 czerwca 1997 roku o partiach politycznych, de facto przepada na rzecz partii bez względu na to, czy partia realizuje swe obietnice wyborcze, czy też nie. Taki jest obecny status quo, z którego partie korzystają pełnymi garściami….

Przejdźmy teraz do tokenu. Trzymając się definicji UKNF z września 2019 tokeny to znaki legitymacyjne, podobne bonom czy voucherom, niosące ze sobą konkretne zobowiązania ich wystawcy (emitenta) wobec odbiorcy (nabywcy). Różnica tkwi w technologii użytej dla ich emisji/zapisu. Inne definicje tokenów wiążą je zawsze z prawem/roszczeniem/zobowiązaniem w relacjach emitent-nabywca (inwestor). Clou sprawy leży z jednej strony w bezpieczeństwie zainwestowanego w tokeny kapitału (vide casus wielu ICO’ów – które „na koniec dnia” okazały się być scamem), a z drugiej strony w egzekwowalności praw (uprawnień/roszczeń) reprezentowanych przez token.

Przenosząc teraz tokeny na grunt partii politycznych, posiadających osobowość prawną (art. 16 Ustawy o partiach politycznych) oraz określony majątek w postaci aktywów materialnych i niematerialnych (o których później), możemy uznać, że partia taka spełnia warunki emitenta tokenów opartych o aktywa. Sprawa jest tutaj o wiele łatwiejsza, gdy mamy do czynienia z partiami z tzw. establishment’u partyjnego, tj. z partiami posiadającymi swą reprezentację w parlamencie, gdyż te posiadają określony standing finansowy (w postaci majątku trwałego i bieżących wpływów, m.in. z darowizn i dochodów osób funkcyjnych, np. posłów i radnych) oraz poparcie społeczne, które zakwalifikować możemy do kategorii ekonomicznej „goodwill”, który posiada określony wymiar finansowy, chociażby w postaci subwencji przypadającej na każdy oddany na partię głos w wyborach parlamentarnych (vide art. 29 ust. 1 Ustawy o partiach politycznych).  W przypadku partii, na którą oddano np. 1 mln głosów ważnych, co stanowiłoby 5-10% wszystkich głosów ważnych, subwencja taka wynosiłaby 4,61 mln zł. Zatem całkiem pokaźna kwota.  

Posługując się taką ww. „wartością historyczną” i wychodząc z założenia, że środki z subwencji nie zostają przeznaczone na wynagrodzenia pracowników, tylko partia funkcjonuje zasadniczo dzięki pracy społecznej swoich funkcyjnych członków (art. 3 ww. Ustawy), można by uznać, że emisja tokenów wyemitowanych na podstawie aktywów w postaci ww. subwencji w kwocie jej nieprzekraczającej, byłaby dobrze zabezpieczona. Tym lepiej, gdy środki finansowe pozyskane z emisji tokenów wykorzystane byłyby w celu sfinansowania następnej kampanii wyborczej partii, gdzie efekt synergii wynikający z kumulacji zaangażowanych w nią środków (subwencja + środki finansowe z emisji tokenów) rokowałby wzrost poparcia dla partii, co przełożyłoby się na wzrost kwoty subwencji. Popyt na tokeny byłby także probierzem atrakcyjności oferty partii w formie programu wyborczego, którą to atrakcyjność, wspartą atrakcyjnością społeczno-zawodową (środowiskowo-merytoryczną) kandydatów partii, wyznaczałaby ilość nabytych tokenów przez ogół wyborców (w Polsce osób uprawnionych do głosowania jest nieco ponad 30 mln). Pojawia się nam więc fantastyczny substytut dla wyników różnych sondażowni, których wyniki badań w zakresie preferencji wyborczych zależne są w dużej mierze od zamawiającego je płatnika tej usługi. Substytutem tym byłaby ilość tokenów danej partii wyemitowanych w związku z daną kampanią wyborczą (np. w wyborach prezydenckich), nabyta podczas kampanii wyborczej przez wyborców. Ponieważ „In blockchain we trust”, czyli blockchain prawdę ci powie, to gdyby każda partia wyemitowała w związku z daną kampanią wyborczą ilość tokenów równą ilości wyborców podanej przez Centralną Komisję Wyborców, i każdy wyborca miałby prawo do nabycia tylko 1 tokenu danej i tylko jednej  partii, ale za cenę przez siebie uznaną jako „wartość godziwa” (fair value) w przedziale np. od 1 zł do 100 zł, to wówczas okazałoby się a priori, z jednej strony, jakie poparcie społeczne ma rzeczywiście dana partia (vide ilość sprzedanych tokenów) i z drugiej strony, na ile wyborcy oceniają swe poparcie dla danej partii – czyli ile jest ona sama i jej kandydaci warci w odbiorze społecznym.  

Załóżmy zatem, że – abstrahując tutaj od aspektu wiarygodności samej partii  i jej „funkcjonariuszy” -  problem bezpieczeństwa (pokrycia) kapitału zainwestowanego w tokeny danej partii mamy w pewien sposób rozwiązany. Pozostaje zatem jeszcze sprawa egzekwowalności praw/uprawnień/roszczeń, których reprezentantem byłby token. Aby o tym napisać, trzeba sobie może wpierw uzmysłowić (hipotetycznie), jakie to prawa mógłby token „partyjny” sobą reprezentować.  

Nabywając tokeny partii politycznej – zwolennicy pewnej idei, myśli programowej, czy wręcz danego polityka związanego z określoną partią, otrzymywaliby wraz z tokenem pewne uprawnienia. W niniejszym wpisie chciałbym poruszyć kwestie związane z jednym z nich, ale wydaję się, że z najważniejszym. I w tym miejscu pozwolę sobie na pewną aktualną dygresję. Otóż zakończone wczoraj (18.02.2020) prawybory w partii Konfederacja „Wolność i Niepodległość”  odbywały się na zasadzie nabycia prawa do wzięcia udziału w głosowaniu na wybranego przez siebie kandydata, z puli kandydatów, którzy zgłosili się do prawyborów za akceptacją własnego środowiska politycznego. Wpłacając określoną z góry kwotę, w tym konkretnym przypadku 30 zł, nabywało się jednorazowe uprawnienie. To bardzo podobna procedura, jak z zakupem biletu do kina, lub na pociąg, gdzie uiszczenie z góry opłaty uprawnia do zajęcia miejsca w sali kinowej, czy w pociągu, i obejrzenie filmu, czy też przejazdu z A do B. Bilet to pewna forma tokenu. Takim, reprezentującym jednorazowe uprawnienie, była też karta do głosowania w prawyborach Konfederacji.

Powyżej przytaczana, pionierska w Polsce, procedura wyborcza w wyłanianiu kandydata na najpoważniejszy w państwie polskim urząd, zaproponowana przez „Konfederację”, odniosła niespodziewany sukces w postaci ponad 8000 wykupionych uprawnień do głosowania (z czego prawie 7000 zostało wykorzystanych „materialnie” poprzez oddanie głosu). Sukces ten pokazał (lub potwierdził), że, po pierwsze, jest wola „w narodzie” do aktywnego uczestnictwa „w polityce”, a, po drugie, że wola taka wymaga li tylko odpowiedniego mechanizmu „wywołania jej do tablicy”. Należało zatem stworzyć tylko odpowiednią ofertę, aby mechanizm ten zafunkcjonował.  

Powyżej przytaczane działanie „Konfederacji” potwierdziło także fenomen Steve’a Jobs’a, wizjonera i kreatora naszej rzeczywistości, który posiadał odwagę przedsiębiorcy pozwalającą sobie na luksus myśli graniczącej z przekonaniem, że ludzie kupować będą masowo produkty, o których jeszcze w momencie ich pojawienia się na rynku nie za bardzo wiedzieli, że będą im w życiu niezbędne. Ale on, Jobs, o tym już dużo wcześniej wiedział – i na tym polegał jego geniusz.

Token partii politycznej – jaką rolę mógłby odegrać?

Czy token partii politycznej może stać się niezbędnym elementem życia politycznego dla homo sapiens, który w dzisiejszym świecie, czy tego chce, czy nie, staje się coraz bardziej homo politicus? Doświadczenie prawyborcze „Konfederacji” pokazało, że tak może być. Że można  uniezależnić (a w późniejszej fazie rozwoju procesów tokenizacji partii politycznych wręcz odłączyć) finansowanie kampanii wyborczej od kroplówki budżetowej. Że dla obywatela-wyborcy, któremu zależy na losie ojczyzny, państwa, narodu, rodziny i wreszcie swoim osobistym, zapewnienie sobie luksusu udziału w procesach związanych z losu tego kształtowaniem warte jest pokonania przeszkody finansowej - związanej z koniecznością wniesienia opłaty za prawo do decydowania o nim; przeszkody merytorycznej - związanej z koniecznością zapoznania się z absolutnie nową i dość skomplikowaną procedurą skorzystania z tego prawa; i wreszcie logistycznej – w tym konkretnym, przytaczanym powyżej przypadku prawyborów w Konfederacji, związanej z koniecznością dotarcia na jedną z 16-stu konwencji prawyborczych.  Pierwsze lody zostały tym samym przełamane. Czas zatem uruchomić pełną moc silników tego lodołamacza skostniałych metod finansowania systemu politycznego, torując nim drogę do transparentnego, obiektywnego i demokratyzującego życie polityczne kraju sposobu finansowania partii politycznych poprzez tokeny partycypacyjne, emitowane przez partie polityczne celem pokrycia ich wydatków związanych z clou ich funkcjonowania, tj. z kampaniami wyborczymi.   

Oczywiście, same technologie godne zaufania nie ustrzegą systemu politycznego przed nadużyciami związanymi z finansowaniem partii politycznych (i polityków). I to co najmniej tak długo, jak długo w art. 24 ust. 1 Ustawy o partiach politycznych pojawia się słowo „darowizny” (które obdarowanego de facto do niczego nie zobowiązują). Lecz technologie te pokazują drogę do ustanowienia w procesie finansowania partii lepszego mechanizmu kontrolnego, gdyż stanowią one na pewno bardziej spolegliwą (tj. bardziej godną zaufania, bo niepodlegającą manipulacjom) metodę księgowania i operowania danymi, jak te „tradycyjne”, dotychczas w tych celach wykorzystywane. 

Tak więc, jak widzimy z powyższego wywodu, tokeny partycypacyjne emitowane przez partie polityczne mogą reprezentować sobą prawo do głosu w kluczowych dla partii sprawach. Takimi sprawami mogą być, co pokazał niedawny przykład „Konfederacji”, wybory „kandydata na kandydata” w wyborach wewnątrzpartyjnych – np. na funkcje w partii, czy też na stanowiska w gremiach kolegialnych reprezentujących Skarb Państwa, a mające być obsadzonymi z klucza partyjnego; lub też w wyborach „zewnątrz partyjnych” – np. na  radnego, posła, Prezydenta RP. Takimi sprawami mogą być programy wyborcze partii lub szczegółowe decyzje ich dotyczące. Do takich spraw może należeć np. głosowanie nad zawarciem koalicji parlamentarnej. Taką sprawą może być także głosowanie ustaw w parlamencie, poruszających ważne aspekty życia społeczno-gospodarczego kraju, dotykające każdego obywatela. 

Oczywiście, są sprawy o wielkiej doniosłości politycznej, czy też skomplikowane z natury – przez to i trudne w zrozumieniu przez „przeciętnego zjadacza chleba”, gdzie wynik głosowania nad nimi przez posiadaczy tokenów może być odmienny od oficjalnego stanowiska zaprezentowanego finalnie przez władze partii. Ale w takich przypadkach posiadaczom tokenów należałoby się od tych władz racjonalne uzasadnienie zajętego stanowiska, czy podjętej decyzji – które de facto samo może podlegać także ocenie post factum przez posiadaczy tokenów: czy władze partii miały rację, podejmując taką to a taką decyzję – czy też nie. Zapis historyczny wyników takich głosowań na portalu im poświęconym dawałby posiadaczom tokenów możliwość retrospekcyjnego wglądu, jak ich głos uwzględniany był przez wybieranych przez nich liderów partyjnych. Uruchomiłoby to znakomity mechanizm kontrolny nad poczynaniami wybieralnych statutowych władz partii. Jest to o tyle ważne, że wyborcy często zapominają o poczynaniach polityków, zgoła odmiennych od głoszonego przez ich partię programu wyborczego. A stopień uwzględniania opinii/zdania posiadaczy tokenów przez władze partii mógłby znaleźć swe mniej lub bardziej pozytywne, lub negatywne dlań reperkusje podczas następnych wyborów partyjnych władz statutowych.    

Tokeny partycypacyjne, reprezentujące sobą prawo do udziału w głosowaniach ważnych „dla życia partii i narodu” kwestii, dając wyborcom możliwość większego, stałego i bezpośredniego wpływu na życie partii, mogłyby mieć znaczący wpływ na jakość uprawianej w kraju polityki. I na aktywność polityczną jego obywateli: niebudzoną dzwonkiem wyborczym raz na cztery, czy pięć lat, jak dotychczas, lecz quasi permanentną.  

To, co pokazała ostatnio „Konfederacja”, rodzi też nadzieje, że znajdują się w systemie politycznym w Polsce ośrodki polityczne, mające dość woli i odwagi dla uruchamiania nowych inicjatyw związanych z ich udziałem w życiu politycznym kraju. Być może gotowe także do wdrożenia procesów tokenizacji dla finansowania swej działalności, chociażby w zakresie kampanii wyborczych. Oddanie arbitrażu poczynań, inicjatyw i działań partii politycznej w ręce jej „inwestorów” - zwolenników i wyborców, byłoby działaniem pionierskim i odważnym, ale prowadziłoby ono na pewno do prawdziwej demokratyzacji życia politycznego kraju, bez potrzeby uruchamiania scentralizowanych (i kosztownych) mechanizmów demokracji bezpośredniej – via referenda, czy JOW’y, co nota bene wymagałoby trudnych do przeprowadzenia zmian ustawowych.  

To, co funkcjonuje na platformach komercyjnych w postaci opinii konsumentów, i co zmusza oferentów do postępowania zgodnego z oczekiwaniem ich klientów i z zachowaniem „reguł gry”, mogłoby się doskonale sprawdzić w życiu politycznym poprzez wprowadzenie tokenów reprezentujących prawo do głosu w ww. kwestiach. Położyłoby to także kres grom pozorów, polegających na składaniu obietnic wyborczych, w których realizację ani sami je składający, ani też ich adresaci, od samego początku nie wierzą.   

Oczywiście, pojawiają się przy tym trudne sprawy „techniczne”, które widać już na pierwszy rzut oka. Jedną z nich jest możliwość zakupu znaczącej ilości tokenów jednej partii przez zwolenników innej partii, stojącej np. w opozycji do partii-emitenta,  w celu quasi wrogiego przejęcia kontroli lub wpływania na procesy decyzyjne przeciwnika politycznego. Ale czy sens miałoby finansowanie partii przeciwnej? Ryzyko takie mimo to istnieje i wymaga wypracowania stosownych rozwiązań. Jednym z nich mogłaby być tzw. „lojalka” nabywcy tokenów, tj. złożenie pisemnej deklaracji o nieprzynależeniu do innej partii politycznej ani też do jej finansowego wspierania. Wydaje się, że dobrym rozwiązaniem mogłoby być też stworzenie jednego rejestru na blockchain’ie, w którym musiałby być zarejestrowane wszystkie partie polityczne w danym kraju, ich członkowie i posiadacze ich tokenów. Neutralizatorem dla wrogich poczynań mogłoby być także nadanie głosowaniom posiadaczy tokenów statusu głosu doradczego, co niekoniecznie musiałby osłabić efekt kontrolny dotyczący stopnia przełożenia „vox populi” na decyzje władz partii, a co mimo wszystko, po przeprowadzeniu stosownej analizy, uwzględniane byłoby podczas następnych wyborów wewnątrzpartyjnych. Nie sposób  jest jednak tutaj poruszać wszystkie te kwestie i szukać dlań stosownych rozwiązań. Nie taki jest też cel tego wpisu – o czym było na wstępie.

Jak jednak widać, procesy tokenizacji partii politycznych na drodze emisji przez nie tokenów reprezentujących sobą prawo do udziału w szeroko rozumianym życiu partii poprzez możliwość brania udziału w głosowaniach nad ważnymi kwestiami jej (partii) dotyczącymi, wydaje się być na pierwszy rzut oka najlepszą drogą do demokratyzacji życia politycznego kraju poprzez aktywizację możliwie szerokich rzecz wyborców. Inne zalety tego procesu zostały już powyżej wymienione. Te niewymienione czekają na Państwa przemyślenia i opinie w tym zakresie. Zachęcam do dzielenia się nimi ze mną, autorem niniejszego wpisu, oraz z innymi czytelnikami tego bloga...

Kup Bitcoin Zainwestuj już dziś!

Drogi użytkowniku,

podczas przeglądania i korzystania z usług naszych serwisów wykorzystujemy pliki cookies, które służą poprawnemu i bezpiecznemu świadczeniu przez nas usług. Pliki cookies, czyli niewielkie informacje tekstowe, które są zapisywane na urządzeniu, z którego korzystasz w związku korzystaniem ze serwisu internetowego. Ich stosowanie ma na celu poprawne działanie stron internetowych serwisu Internetowego. Zamykając ten komunikat (klikając w przycisk “Akceptuję i przechodzę do serwisu” ) wyrażasz zgodę na korzystanie w Internecie z technologii automatycznego śledzenia i zbierania danych oraz przetwarzania ich przez Tokeneo TEO OU, oraz akceptujesz politykę prywatności serwisu. Zamknięcie powiadomienia poprzez “X” wiąże się jednoznacznie z wyrażeniem zgody

Pliki te pozwalają zidentyfikować oprogramowanie wykorzystywane przez Ciebie oraz dostosować serwis internetowy indywidualnie do Twoich potrzeb. Pliki cookies zazwyczaj zawierają nazwę domeny, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu oraz przypisaną wartość.

Pliki cookies podmiotów zewnętrznych:
Wykorzystujemy także pliki "cookies" podmiotów zewnętrznych w następujących celach:

  • tworzenia statystyk – pomagających zrozumieć sposób korzystania przez Użytkowników z Serwisu internetowego, co umożliwia ulepszanie jego struktury i zawartości za pośrednictwem narzędzi analitycznych
  • określania profilu użytkowników – a następnie wyświetlania dopasowanych pod jego kątem materiałów w sieciach reklamowych,

Podmioty zewnętrzne:

Za pomocą ustawień przeglądarki internetowej lub za pomocą konfiguracji usługi, możesz samodzielnie i w każdym czasie zmienić ustawienia dotyczące cookies, określając warunki ich przechowywania i uzyskiwania dostępu przez cookies do Twojego urządzenia. Ustawienia te możesz zmienić tak, aby blokować automatyczną obsługę cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu na Twoim urządzeniu.

Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi Cookies dostępne są w ustawieniach Twojego oprogramowania (przeglądarki internetowej).

Polityka prywatności serwisu

Niniejszy dokument określa zasady Polityki prywatności w Serwisie internetowym tokeneo.com/news/pl (dalej jako "Serwis Internetowy" lub „Serwis”). Administratorem Serwisu internetowego jest TOKENEO TEO OÜ (spółka o ograniczonej odpowiedzialności podlegająca prawu estońskiemu) z siedzibą w Tallinie (w prowincji Harju Maakond), pod adresem ul. Maakri 19-7K (w dzielnicy Kesklinna Iinnaosa), 10-145 Tallinn, w Estonii, zarejestrowana w dniu 21.12.2018 w estońskim rejestrze gospodarczym pod numerem:14630242, posługująca się numerem VAT UE: EE102149487.

Pełny dokument, w którym przeczytać można politykę prywatności usług Tokeneo dostępny jest w tym dokumencie.

Szczegółowe ustawienia mogą być zmieniane w przeglądarce.