Robert Wojciechowski: blockchain jest anarchią wobec systemów wytwarzanych przez rządy!

11 min czytania
Robert Wojciechowski: blockchain jest anarchią wobec systemów wytwarzanych przez rządy

Izba Gospodarcza  Blockchain i Nowych Technologii (IGBiNT) reprezentuje interesy branży, edukuje, współpracuje zarówno z organami oświaty, jak i rządowymi, kształtuje zasady dobrych praktyk, a także wspiera rozwój gospodarczy Polski.

Więcej informacji na temat funkcjonowania IGBiNT, udzielił nam Robert Wojciechowski — prezes Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii. KAROLINA KROPOPEK: Od jak dawna jesteś związany z blockchainem? Kiedy zainteresowała Cię owa technologia? ROBERT WOJCIECHOWSKI: Zacznę od tego, iż należę do osób, które lubią wyzwania, szukają pewnej nowości…Blockchain znalazł się w kręgu moich zainteresowań mniej więcej dwa lata temu. Zanim to się jednak zaczęło, obserwowałem (i wciąż obserwuję), jak rozwija się nowa technologia. W mojej branży wyznacza ona kolejne wyzwania, których mogę się podjąć. Można powiedzieć, iż wszystkie projekty, nad którymi pracowałem począwszy od 2000 roku, były skierowane ku innowacji. Oczywiście wiązało się to z dużą ilością czasu poświęconego na naukę. Nie ważne, jakiego rodzaju rynku to dotyczyło, ponieważ wkład był równie ogromny. Nowe rzeczy, które poznawałem, bardzo mnie interesowały. Zdarzało się nawet, że dokładałem własnych pieniędzy, aby wejść w rynek. Jeżeli chodzi o rynek kryptowalutowy, nigdy nie patrzyłem na niego przez pryzmat własnej inwestycji. Słyszałem o Bitcoinie i innych altcoinach, ale nie miałem czasu, by specjalnie zagłębiać się w ów temat. Wszystko niejako się zmieniło, kiedy spojrzałem na to pod kątem technologii. Ona bowiem stwarzała nowe opcje. Zważywszy na to, iż przy obecnym systemie zaostrzenia przepisów spółki mają coraz ciężej, blockchain był jedyną formą, która istniała już od iluś lat i próbowała to podważyć. Często mówi się, że najbardziej anarchistyczną walutą są fiaty, ponieważ można je przynieść w gotówce, przekazać komuś i nikt o tym nie musi wiedzieć. Tego samego nie możemy powiedzieć o Bitcoinie. Należy zwrócić uwagę na to, że trzeba go przelać, zostawia on w ten sposób ślady. Można jednak stwierdzić, iż sam blockchain jest anarchią wobec systemów wytwarzanych przez rządy, czy instytucje finansowe. To pozwoliło wrócić do takiego pierwotnego stanu wymiany barterowej. Warto zwrócić uwagę, chociażby na fakt, iż nie potrzebujemy tutaj pośrednika. Wszystkie osoby, które do tej pory czerpały z „nas”  korzyści, są odstawiane na boczny tor. K.K.: W jaki sposób Twoje drogi skrzyżowały się z Izbą Gospodarczą Blockchain i Nowych Technologii? Jak rozpoczęła się ta współpraca? R.W.: Powiem szczerze, że nie było to z mojej strony zaplanowane. Znajdowali się tam ludzie, którzy od wielu lat w różny sposób próbowali ogniskować rynek. To właśnie te osoby zrobiły mnóstwo podwalin, między innymi kooperowali z Ministerstwem Cyfryzacji. Mimo to cała ich praca trafiła do przysłowiowej szuflady. Znaczna część środowiska nie potrafiła się z tym pogodzić. Można powiedzieć, iż zeszły rok był takim przełomem. Ministerstwo Finansów zaczęło straszyć podatkami itp. Ludzie bardzo szybko zaczęli się wówczas integrować. Jeżeli o mnie chodzi w swoim życiu, zakładałem już kilka „organizmów” , które centralizowały rynek. W 1994 roku uczestniczyłem w tworzeniu Związku Kontroli Dystrybucji Prasy (ZDKP). Był to pierwszy taki ruch, który centralizował rynek. Wydawcy stawali wtedy w opozycji do władzy i regulatora (wówczas jeszcze miękko działającego). Próbowali pokazać, że będą się samoregulować. Później przez kilka lat byłem w Radzie Nadzorczej Badań Czytelnictwa. Uczyłem się wtedy, jak wdrażać różnego rodzaju rozwiązania, obserwowałem, jak inni to robią na rynkach. W 2000 roku objąłem stanowisko Prezesa Polskich Badań Internetu. Prowadziłem wtedy działania, aby wytworzyć tzw. złoty standard polski. Do czego dążę? Otóż poprzez to, że miałem już pewne doświadczenie w tworzeniu organizacji, wejście do środowiska blockchaina nie było dla mnie trudne. Należy zwrócić uwagę na to, iż wiele osób  z owej branży myśli, że odkrywają koło na nowo. Zasady jednak pozostają takie same. Postępujemy w podobny sposób, zmieniają się tylko narzędzia, którymi dysponujemy. Pracując w marketingu 28 lat, mogę powiedzieć, że podchodzę do każdego klienta indywidualnie, a mimo to działam podobnie, jak kilka, kilkanaście lat wcześniej. Warto zwrócić uwagę na to, iż w sensie analizy jest to nadal biznes. Oczywiście bardzo często uciekam w technologię, szukam jej pozytywów itd. Przechodząc do IGBiNT, trafiłem na pewne spotkanie. Ze względu, iż miałem już doświadczenie w tworzeniu organizacji wszedłem do komitetu założycielskiego, gdzie krok po kroku zaczęliśmy wiele rzeczy konstruować. Oczywiście nie wszystko poszło tak gładko, jak się zdaje. Często zdarzały się nam potknięcia. Pojawiały się również wątpliwości co do zasadności. Myślę, że wszyscy włożyliśmy w to ogrom pracy. Idea przyświecała temu, aby stworzyć tzw. zaplecze, które nie pozwoli decydować władzy o tym, co dotyczy naszego środowiska. K.K.: Co było takim głównym celem powstania Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii? Czy mógłbyś wskazać jakie postępy do tej pory poczyniliście? R.W.: Głównym celem powstania Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii było przede wszystkim oponowanie przeciwko podatkom, które były irracjonalne, edukacja, a także walka o środowisko blockchaina w szerokim tego sformułowania znaczeniu (mowa tutaj jednakowo o influencerach, handlowcach, działach IT, konsultingu, jednym słowem wszystkich tych, którzy mają jakąkolwiek styczność z tą branżą). Myślę, że największe żale mamy do władzy, o to, że nie zauważa, jak szybko traci szanse… Takim prostym przykładem jest, chociażby prosta spółka akcyjna, która miała być oparta o technologię blockchain, tzn. udziałowiec miał mieć emanację cyfrową. Pamiętam, jak rozmawialiśmy o tym w maju zeszłego roku w KNF. Co się okazało? Otóż pod koniec styczna bieżącego roku Ministerstwo Cyfryzacji oświadczyło nam że  „dopiero”  rozpoczęły się prace nad ową spółką. A przecież pół roku wcześniej mówiono, iż w styczniu będzie ona już  funkcjonować… Jeżeli chodzi o postępy i działania, jakie do tej pory poczyniliśmy, mogę powiedzieć, iż jesteśmy w tym momencie na etapie wymuszania na legislatorze konsultowania z nami wszystkich zapisów. Chcemy otrzymywać dokumenty do konsultacji, zanim jeszcze ujrzą światło dzienne. Na pewno już jesteśmy postrzegani, jako taki organ, którego nikt nie może pominąć (choć często próbuje), oponujemy, cenzorujemy czasami naprawdę straszne ruchy, które są wykonywane. Drugą, jakże istotną rzeczą, o której należy wspomnieć, jest to, że Izba została zarejestrowana 27 sierpnia zeszłego roku. Oczywiście to nie jest jakiś gigantyczny czas dla takiego organu, który opiera się na pospolitym ruszeniu, nie ma zasobów finansowych i musi być organizowany na takiej zasadzie, że ktoś ma czas i chce to zrobić… Zorganizowaliśmy, zatem całą strukturę i wytworzyliśmy pierwszy w Europie sąd polubowny, w którym już od lutego znajdują się arbitrzy międzynarodowi. Mamy już siedmiu arbitrów z innych krajów europejskich. Obecnie, przed następnym walnym tworzy się kolejka osób związanych z blockchainem, które chciałyby dołączyć do Izby. Często są to prawnicy z bardzo dużych i znanych kancelarii. Wszystko to zmierza ku temu, aby ten sąd stał się sądem arbitrażowym dla całej Europy, tak abyśmy mogli wymuszać na legislatorze europejskim różne  „zapisy”  które będą nas zabezpieczały. K.K.: Ile członków znajduje się obecnie w IGBiNT oraz co daje takie członkostwo? R.W.: W tym momencie ponad 160 firm jest albo członkiem zwyczajnym, albo członkiem założycielem. Dodatkowo do IGBiNT należy jeszcze około 20 osób fizycznych. Oczywiście ze względu na strukturę prawną członkiem Izby mogą być tylko podmioty prawa handlowego (takim minimum jest posiadanie przez osobę fizyczną własnej działalności gospodarczej). Różnego rodzaju fundacje i stowarzyszenia, które nie spełniają owych wymogów, nie mogą przystąpić do członkostwa w IGBiNT. Członkiem założycielem jest się dożywotnio, natomiast jeżeli chodzi o członka zwyczajnego to oprócz tego, że może zapłacić składkę (a nawet powinien), ma on wpływ na to, w którą stronę idziemy. Są to często osoby działające w innych organach Izby, przez co bardzo często postrzega się je na zewnątrz, jako te, które kreują rynek blockchaina w Polsce. Mamy dużo kancelarii i to całkiem sporych z dobrym zapleczem prawnym (oczywiście niektóre już wcześniej funkcjonowały w blockahinie). Większość z nich wspiera nas całkowicie non profit, tworząc mnóstwo dokumentacji. Widać, że bardzo chcą wejść w tę technologii, być częścią tego świata, widzą w tym przyszłość. Izba jest takim organem, który skupia nasze chęci i dobrą wolę do tego, aby wspólnie coś zrobić, to jest taka dźwignia, która pozwala wpływać na legislatora. Warto zwrócić uwagę na to, że ma ona prawo stworzyć ustawę, stowarzyszenie czy fundacja nie ma takiego uprawnienia. Zamierzamy tak postępować, aby składać ustawy, które napiszą prawnicy, będący członkami IGBiNT. Będziemy również dyskutować o tym, by te ustawy były procedowane. Z jednej strony dajemy dźwiganie do wpływania na tę rzeczywistość i bronienia się przed ewentualnymi nierozsądnymi działaniami władzy, która często nie rozumie wielu rzeczy, z drugiej zaś chcemy edukować w zakresie blockchaina. Staramy się pokazać, ze wszystko, co robimy, jest klarowne, sprawdzalne, weryfikowalne. Kolejną ważną rzeczą, o której należy wspomnieć, jest to, że za chwile wytworzymy KYC i AML. Każdy członek Izby (począwszy ode mnie) będzie musiał przejść AML. Chcemy pokazać rynkowi, że będziemy lepsi od nich. Zauważmy, iż nikt nie musi przechodzić AML wchodząc do innych Izb czy będąc np. członkiem związków banków polskich. My pokażemy, że się tego nie boimy, a wszystkie te opowieści o tzw. narkotykach i broni związanej z  Bitcoinem są po prostu fantazją ludzi, którzy mówią, co popadnie, nie rozumiejąc, o co chodzi, w związku z czym łatwiej jest im powiedzieć cokolwiek, żeby odsunąć od siebie problem… Chcemy regulować rynek, sami wyznaczamy standardy, dyskutujemy o tym, zastanawiamy się jak do tego podejść itd. W najbliższym czasie mamy zamiar wprowadzić również zasady etyki dla zarządu Izby, czyli wytyczne, które wskazywały będą, w jakich biznesach nie powinien uczestniczyć np. członek zarządu albo czego nie powinien robić … O kodeksie etyki zaczęto dyskutować dopiero miesiąc temu. To jest bardzo młoda instytucja i trzeba liczyć się z tym, że musimy wszystko wytworzyć od zera. Nie mamy za wiele elementów do naśladowania. Myślę, że sam fakt, iż mamy moc ustawodawczą różni nas od wielu organizmów w innych krajach, które są zazwyczaj stowarzyszeniami. W stowarzyszeniu bardzo łatwo zebrać członków, wystarczy 7 osób fizycznych, by je utworzyć. W Izbie z kolei trzeba mieć 100 podmiotów, żeby ją uruchomić. Ponadto każde z tych podmiotów musi prowadzić działalność, mało tego to muszą być tylko polskie podmioty, bo KRS nie rozumie zasad reprezentacji z anglosaskich jurysdykcji. Są to takie dodatkowe elementy, które przeważają nad wszystkim. Musieliśmy więc mieć co najmniej 100 członków poprawnie podpisanych i reprezentowanych, żeby móc założyć Izbę. To wcale nie było proste. K.K.: W jakim przedziale czasowym udało wam się zgromadzić taką ilość członków? R.W.: 20 kwietnia ubiegłego roku odbyło się pierwsze spotkanie zalążkowe. Z kolei 27 sierpnia mieliśmy już zarejestrowaną Izbę. Uważam, że przebiegło to bardzo sprawnie. Co za tym idzie, wiązało się to z ogromem pracy wielu osób. Sam spędziłem u Pani notariusz aż 6,5 godziny przy tworzeniu pewnego dokumentu do KRS-u. Wszystkie papiery były sprawdzane po kolei, przejrzeliśmy ich ponad 130. W wyniku tego zostało nam dokładnie 100 podmiotów, ponieważ aż 30 z nich odpadło przy pierwszej rejestracji. Było to spowodowane drobnymi błędami w reprezentacji (np. niejasnościami w podpisie). Oczywiście zostały one dołączone z powrotem i posiadają statut członka założyciela. Musieliśmy przejść tę całą procedurę. Na początku lipca udało nam się złożyć wszystkie papiery, musieliśmy donieść jeszcze tylko jeden dokument, po czym zostaliśmy zarejestrowani. Mogę powiedzieć,  że obecnie jesteśmy w fazie „nie niemowlęcej” , ale dzieciństwa Izby. Dopracowujemy różne rzeczy. To wszystko oczywiście będzie bardzo długo trwało. IGBiNT  powoli się kształtuje, za kilka lat pewnie osiągnie taki pułap, iż nie będą to już tak częste zmiany. Jeszcze wiele rzeczy trzeba będzie dopracować.
Kup Bitcoin Zainwestuj już dziś!
Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności oraz polityce cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych w niej celach, w tym do profilowania, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce lub opuszczenie serwisu. Więcej Akceptuję