Dlaczego Bitcoin będzie kosztował nie 100 000, tylko milion dolarów?

Przez
Jan Rybski
-
10 min czytania

Bitcoin osiągnie za około 2 lata wolumen rynkowy stanowiący 90% z zaplanowanej przez swego twórcę ogólnej liczby 21 milionów bitmonet. Pozostałe 9% bitcoinów zostanie „wydobyte” do końca 2130 roku a pozostały 1% do końca 2140. Co to oznacza dla rynku i ceny Bitcoina?

dlaczego bitcoin będzie wart milion dolarów

System Bitcoina

Geniusz jego kreatora przewidział w systemie, że na 1 Bitcoina ma przypadać 100 000 000 satoshi, co oznacza, że 1 satoshi to 0,00000001 Bitcoina, ósme miejsce po przecinku.  Jeśli 1 USD równe jest 100 ct., to 1 mln USD = 100 000 000 ct, co oznacza, że 1 ct = 1 satoshi  (czyż skrót st. nie jest podobny do ct.?) i 1 Bitcoin = 1 mln USD. Mniejszej jednostki jak satoshi już nie będzie, system bitcoina tego nie przewiduje. 

To, że za 1 ct. nic praktycznie kupić się nie da, nie oznacza, że przytrafi się to także posiadaczom 1:100 000 000 części Bitcoinów. Wręcz przeciwnie. Bitcoinowi grozi deflacja, co oznacza, że nawet cena jego jedno stumilionowej części będzie tak wysoka, że utrudniać to może zakup dóbr powszedniego użytku. Skąd weźmie się ta deflacja? Otóż z presji popytowej. A gdzie leżą korzenie tej presji popytowej? W bezwartościowości pieniędzy fiat. Pokażmy ją tutaj na jednym tylko przykładzie.

ilość bitcoinów

Dług publiczny Stanów Zjednoczonych przekroczył na dzisiaj kwotę 23 000 000 000 000 USD (dwudziestu trzech bilionów dolarów amerykańskich)! - i stale rośnie. Tak więc na rynku mamy obecnie sytuację, gdzie dobro - „wartość” - o praktycznie nielimitowanym nakładzie, może być w każdej chwili zamienione na dobro, którego nakład zbliża się do wyczerpania. Gdybyśmy chcieli zamienić dzisiaj dług USA na Bitcoiny, to już dzisiaj Bitcoin powinien być wart 1.250.000 USD!  To, że tak nie jest, zawdzięcza dolar i gospodarka USA jeszcze tej resztce zaufania tych, którzy lecąc w przepaść z pełnymi portfelami „pustych” dolarów w kieszeni, mają nadzieję, że podczas tego spadania kupią sobie za te dolary skrzydła, lub co najmniej spadochron. Absurd wysokości amerykańskiego długu publicznego (i krajów europejskich strefy Euro również) pokazuje dobitnie, jak de facto bezwartościowymi pieniędzmi są waluty fiat. Absurd ten wynika z tego, że dług ten jest niespłacalny! 

Popyt na Bitcoina

Co może wobec bezwartościowości walut światowych takich, jak dolar, euro czy jen, rozładować nieuchronną presję popytową na cenę Bitcoina o zakładanym z góry limicie nakładu? Moim zdaniem są to przede wszystkim tokeny cyfrowe, których emisja oparta jest o aktywa, w rozumieniu wartości. To one mogą absorbować sobą na początku nadpodaż pustych pieniędzy. 

Biorąc pod uwagę kotwicę wartości tokenów w postaci aktywów, trzeba mieć na względzie przede wszystkim aktywa obecnie występujące, tj. wypracowane na dzisiaj; ale trzeba też uwzględnić aktywa przyszłe, ale pewne, tj. wartości, które aczkolwiek będą wypracowane w jakimś określonym lub zakładanym z góry czasie, to dające się jednak zagregować na dzisiaj, np. zysk ze sprzedaży bułek dla 1000 mieszkańców za przyszły okres 100 dni, wynoszący 1 gr na bułce, daje wartość dodaną zagregowaną na dzisiaj do kwoty 1.000 zł. Finansowanie start-up’ów ma podobny charakter. Kwota inwestowana w nie pokazuje dzisiaj wartość dodaną okresu przyszłego.  

Gdybyśmy zatem szukali rozładowania presji popytowej na Bitcoina w emisji kolejnych kryptowalut, to musiałaby za nimi stać określona wartość dodana, nie umowna, ale rzeczywista. Ale jaką wartość reprezentują sobą same bitcoiny? Otóż są one cyfrowym wynagrodzeniem za koszty poniesione na ich „wydobycie”: lokal, sprzęt, „koparki” potrzebne do ich wydobywania, energia elektryczna, nakład pracy etc. 

Czym ich więcej w jednym ręku, tym udział w ogólnej mocy obliczeniowej całej sieci większy, tym wynagrodzenie w postaci ilości wydobytych bitcoinów wyższe. Bonusem jest wartość dodana w nich tkwiąca, reprezentowana przez cenę rynkową. Bo tak jak piekarz nie sprzedaje bułek po kosztach, tak „kopalnie” bitcoinów nie wydobywają bitcoinów za nakłady pokrywające koszty. 

Jeśli zatem nie będzie na rynku innych kryptowalut i tokenów cyfrowych (digital token) opartych na aktywach (w tym tokenów, jako walut lokalnych emitowanych przez samorządy), i to w obrocie giełdowym, to presja deflacyjna na Bitcoina będzie olbrzymia. Limit ilościowy Bitcoina i potrzeba ponoszenia coraz wyższych nakładów związanych z wydobywaniem bitcoinów przypomina sytuację ze złotem, którego zasób na Ziemi jest także limitowany, i którego wydobywanie także jest coraz droższe. 

Cena jednostkowa zasobu ograniczonego, posiadającego właściwości wymienialne lub tezauryzacyjne, rośnie, gdyż wartość dodana wypracowywana codziennie musi znaleźć swe odzwierciedlenie w czymś wymienialnym, powszechnie uznawanym jako wartościowe, i łatwo zbywalnym. Złoto jest jednak trudno podzielne i trudno zatem, aby było w obrocie jako powszechny środek płatniczy, tym bardziej, że pokusa do "bicia monety" w oparciu o złoto o coraz mniejszej ilości lub parytecie kruszcu w jednostce doprowadziłaby z powrotem do tego, co mamy obecnie: do gigantycznego, nieujawnionego jeszcze do końca nawisu inflacyjnego, który jak runie na rynek, zmiecie wszytko i wszystkich po drodze. Dlatego też i wartość tokenów (wyrażona w ich cenie na kryptogiełdzie), opartych o aktywa wyrażone w postaci skumulowanej wartości dodanej wypracowywanej w sposób stały przez podmioty gospodarujące, przy limitowanej z góry ich podaży, będzie rosła. 

Wartość/cenę tokenów jednego emitenta, niepodzielnych de facto informacji, można „rozwodnić” kolejnymi emisjami. Proces ten nazywamy „quantity easing”. To temat „ćwiczony” przez Mr. Draggi na Euro, co nota bene doprowadzi wkrótce tą "walutę" do upadku - ale to już jest osobny temat. Bitcoinów "rozwodnić" się nie da: 21 bilionów satoshi to jest wszystko, cała ich pula. Co to oznacza dla Bitcoina? Wydaje się, że zamiast środka płatniczego przejmie on, podobny złotu, funkcję tezauryzacji wartości dodanej. Chyba że świat „kryptofinansów” wypuści cyfrowe „instrumenty pochodne” na Bitcoina, co jednak zniweczyłoby genialną ideę leżącą u jego podwalin.  

Presja na Bitcoinie

Zdjąć presję deflacyjną z Bitcoina mogą zatem inne, równoległe kryptowaluty i tokeny cyfrowe oparte o aktywa, pełniące rolę swoistych by-passów odprowadzających nadmiar ciśnienia na jego cenę. Może to uczynić też całkowite wycofanie bitcoinów z obiegu i przekształcenie ich w środek tezauryzacji wartości dodanej; czyli uczynienia z Bitcoina odnośnika, probierza wartości, podobnego złotu, ale zdecydowanie łatwiej przechowywanego oraz przenoszonego. Co oznaczałoby to dla ceny Bitcoina, gdyby, wykorzystując jego wyżej wymienione walory, zaczęto w nim kumulować większość wypracowywanej na świecie wartości dodanej? Nieograniczony wprost jej wzrost, gdzie jeden milion dzisiejszych dolarów za jednego satoshi może okazać się okazją niespotykaną.

W przypadku kryptowalut i tokenów digitalnych technologia będąca poza zasięgiem manipulacji przez władzę polityczną oraz system bankowy sprawia, że "emisje" są w pełni kontrolowane przez tzw. ekosystem (czyli przez wszystkich uczestników rynku związanego z daną kryptowalutą, czy tokenem digitalnym), a nie przez państwo, czy banki centralne (vide Europejski Bank Centralny, czy FED). Ważnym przy tym jest, aby od samego początku kryptowaluty/tokeny były notowane na kryptogiełdzie, bo jest to okoliczność dyscyplinująca emitenta, np. spółkę i jej udziałowców, do zachowań zgodnych z oczekiwanymi przez cały ekosystem, tj. do wypracowywania wartości dodanej. 

Dopingiem dla spółki-emitenta do takich zachowań może być fakt, że albo większość tokenów danej spółki znajduje się w rękach większościowych udziałowców, zatem to oni będą głównymi beneficjentami wzrostu wartości tokenów, albo też wzrost wartości tokenów rozproszonych właścicielsko mniej lub bardziej równomiernie, będzie w interesie całego ekosystemu, który też poczynania spółki w zakresie wypracowywania przez nią wartości dodanej będzie przez swoich reprezentantów kontrolował.  

Dywersyfikacja rynku kryptowalut zdejmie zatem z Bitcoina presję deflacyjną, co samo w sobie pozwoli na wzrost ich wartości, i co zapobiegnie sytuacji, że na rynku będzie za mało "pieniądza" cyfrowego w obiegu. Ze zjawiskiem niedoboru pieniądza w obiegu mamy do czynienia szczególnie w Polsce, gdzie powszechna luka nabywcza kumulowana od 30 lat, jako różnica pomiędzy wypracowaną przez naród wartością dodaną a wolumenem pieniędzy wydanych w zamian, jest gigantyczna.

 Z przeciwieństwem sytuacji w Polsce mamy do czynienia na rynkach euro, gdzie nadpodaż "pustego" pieniądza wywołała bańkę na rynku nieruchomości, akcji, luksusowych jachtów, obrazów, samochodów egzotycznych etc. Dlaczego biliony euro bez pokrycia, wpompowane w rynek w ostatnich latach urzędowania byłego już dziś prezesa EBC, ww. p. Draggiego, nie doprowadziły do powszechnej inflacji o znamionach hiperinflacji: bo do krynicy pustego pieniądza dostęp mają tylko nieliczni, którzy i tak już "jedzą dwa obiady dziennie", czyli ci, co wszystko z dóbr doczesnych powszechnego użytku już mają. Rozdawnictwo to wśród nielicznie zgromadzonych „przy pańskim stole” dzieje się przy jednoczesnym utrzymywaniu płac na relatywnie śmiesznie niskim poziomie. Protest „żółtych kamizelek” we Francji to nie jest protest sytych, tylko ledwo spinających koniec z końcem obywateli. Podobna sytuacja jest w Niemczech, gdzie jednak omnipotencja państwa, uzależnienie obywatela od niego i jego „dobroczynności”, uśmierza wszelkie protesty w zarodku. Ale to także temat na inną rozprawę.

Ważna rola kryptowalut

Jeżeli Ameryka nie wywoła wojny w obronie dolara, tj. celem zredukowania do zera swego długu publicznego, (którego głównym wierzycielem są, o zgrozo!, Chiny)  i wprowadzenia nowego otwarcia, zwanego Nowym Porządkiem Świata (NWO), to Bitcoin nabierać będzie coraz powszechniej funkcji waluty równoległej, aby w momencie, kiedy wszystkie bitcoiny zostaną "wydobyte", zastąpić sobą całkowicie nic niewarte waluty fiat. 

Oparcie gospodarki światowej na kryptowalutach o ograniczonych z góry limitach podaży wprowadzi rzeczywisty nowy porządek na świecie i powrót do gospodarki opartej o pracę, tj. wypracowaną wartość dodaną w postaci dóbr i usług materialnych i niematerialnych (te jednak muszą być silnie zakotwiczone na zasobach materialnych i pracy, która będzie miała rzeczywistą, wymierną wartość). Gospodarka, gdzie tylko 10-20 proc. społeczeństwa coś wytwarza, a reszta albo konsumuje, albo zajmuje się bzdurami w nadbudowie (typu pseudonaukowcy nauki "gender"), i dostaje za to jeszcze niegodnie „godne” pieniądze (co jako kompletna dewiacja potwierdza to, o czym tutaj piszę) musi upaść. 

Nastąpi to wcześniej, jak my wszyscy myślimy. Chyba że będzie wojna totalna i nastąpi nowe rozdanie, które już wielokrotnie na Ziemi miało miejsce, vide cywilizacja Atlantów, szczątkowo zachowana przez Hellenów w starożytnej Grecji. Ale jeśli podobni Hellenom jakaś grupa osobników się po tej wojnie zachowa, a jej członkowie będą pamiętać przyczynę wojny, która zmiotła cały system, w którym garstka pracowała na resztę, a różnicę pomiędzy wypracowaną wartością dodaną potrzebną do utrzymania całości a rzeczywistymi potrzebami tej całości pokrywało się pustym pieniądzem, to garstka ta zbuduje system oparty na podaży środków płatniczych, których emisja oparta jest o aktywa, o wypracowaną wartość dodatnią, gdzie  dyscyplinę zachowania limitu kontroluje nie człowiek, tylko system pozostający poza ingerencją człowieka - i tak jest właśnie w przypadku systemu bitcoina. Zatem Bitcoin & Altcoiny to szansa na uratowanie świata przed totalną katastrofą, a nie mniej lub bardziej potrzebna alternatywa na rynkach finansowych.

Oceń post

Twój głos został już dodany.
Ocena: 3.4 z 5
Liczba ocen: 20
Komentarze
Kup Bitcoin Zainwestuj już dziś!
Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności oraz polityce cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych w niej celach, w tym do profilowania, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce lub opuszczenie serwisu. Więcej Akceptuję