Czy Japonia wyemituje własną kryptowalutę? I kiedy kryptowaluty są potrzebne rządom?

Przez
Jacek Walewski
-
2 min czytania
Od dobrych kilku miesięcy media informowały o tym, że Japonia ma wyemitować własną kryptowalutę. Znana była już nawet nazwa. Dziś wszystko okazuje się być... fejkiem. No może, nie do końca fejkiem, ale sporym nieporozumieniem. Zacznijmy jednak od początku. J-Coin miał być kryptowalutą, którą miał wyemitować... i już tu pojawiały się rozbieżności. Pierwsza wersja mówiła o rządzie, zaś druga o Mizuho, ​​największym banku w Japonii.

Plotka

Przypadek J-Coina pokazuje, jak powstają plotki. Sprawa nabrała rozgłosu po tym, gdy jeden z pracowników wspomnianego banku przekazał mediom tajemniczą informację o tym, jakoby jego firma budowała nowoczesną platformę płatności cyfrowych. Dziennikarze jednego z portali dopowiedzieli sobie resztę i obudowali całą otoczką. J-Coin miał być blockchainowym systemem nowej kryptowaluty o tej samej nazwie! Sprawa była dość logiczna. Bitcoin jest w Japonii uznawany od 1 kwietnia 2017 r. za pełnoprawny środek płatniczy. Do tego w 2020 r. na terenie kraju odbywają się Igrzyska Olimpijskie. Problemem Kraju Kwitnącej Wiśni jest z kolei... słabo rozwinięty rynek e-płatności. W zależności od badań - aż 70-80% transakcji jest tam zawieranych za pomocą gotówki, a nie kart czy aplikacji. Skąd ta niechęć Japończyków do e-płatności? To dość proste. Otóż, społeczeństwo jest tam dość stare, a ze smartfonów oraz kart korzystają ludzie młodzi, których nie ma w kraju aż tak dużo, by zmienić statystyki. Kryptowaluta byłaby więc wspaniałym narzędziem na czas Igrzysk! Tyle, że J-Coin ma być ostatecznie czymś zupełnie innym. Okazuje się, że ci, którzy wierzyli w powstanie cyfrowej waluty przecenili Japonię. Projekt pod tą nazwą ma być bowiem tylko aplikacją mobilną i platformą do elektronicznych płatności, odpowiedzią na AliPay.

Czy Japonia potrzebuje kryptowaluty?

Czy Japonia potrzebuje rządowego stablecoina? Może być to dalszym krokiem w ewolucji tego rynku. Dziś jednak - jak widać - w narodowe e-waluty idą kraje, które chcą obejść sankcje gospodarcze (Iran), pokonać hiperinflację (Wenezuela) lub mające problemy z obiegiem pieniędzy przez usytuowanie geograficzne (Wyspy Marshalla). Japonia nie zalicza się do żadnej z tych grup. Jej przypadek przypomina jednak trochę przykład Ukrainy, która ma w planach emisję e-hrywny (nie będzie ona oparta na blockchainie), by zrobić pierwszy krok w przejściu z gospodarki papierowej w elektroniczną. Może więc Japonia pójdzie w tym samym kierunku?

Oceń post

Twój głos został już dodany.
Ocena: 5 z 5
Liczba ocen: 1
Komentarze
Kup Bitcoin Zainwestuj już dziś!
Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych na zasadach określonych w polityce prywatności oraz polityce cookies. Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies we wskazanych w niej celach, w tym do profilowania, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce lub opuszczenie serwisu. Więcej Akceptuję