Krzysztof Bielecki: Żyjemy w eksperymentalnych blockchainowych czasach!

0
287

 „ ABC Blockchaina” to jedna z nielicznych polskich publikacji na temat technologii sieci bloków. Dowiedź się więcej o koncepcji książki oraz jej autorze Krzysztofie Bieleckim.

Jakiś czas temu na rynku polskim ukazała się nowa książka o blockchainie. Wzbudziła ona nie lada zainteresowanie, ponieważ autor zdecydował się na bardzo nietypową dystrybucję.  „ABC Blockchaina” możecie otrzymać zupełnie za darmo! Specjalnie dla was przeprowadziliśmy wywiad z Krzysztofem Bieleckim, który podzielił się z nami szczegółami dotyczącymi genezy owej książki.

KAROLINA KROPOPEK: Zainteresowanie blockchainem wzrasta, dlaczego więc zdecydował się Pan na wydanie książki za darmo? Czy tradycyjny sposób nie byłby korzystniejszy?

KRZYSZTOF BIELECKI: Wydaje mi się, że wszyscy pasjonaci blockchaina przechodzą przez szereg podobnych faz. Zaczyna się od konfrontacji z nowością, później jest zachłyśnięcie się spekulacyjnym aspektem kryptowalut, następnie okres kilku błędów i kilku sukcesów, później okres intensywnego rozwoju i zgłębiania wiedzy technicznej czy też historycznej dotyczącej całego ekosystemu blockchainowego. Pewnie można by wyróżnić jeszcze kilka innych faz w życiu typowego pasjonata blockchaina, ale zmierzam do tego, że prędzej czy później nadchodzi moment, w którym ma się ochotę dołożyć swoją cegiełkę do tego świata. Ktoś zaczyna kodować, ktoś opracowuje nowe koncepcje teoretyczne, ktoś dzieli się wiedzą w mediach społecznościowych, a ktoś… wydaje książkę. To jest moja cegiełka dołożona do budowy blockchainowego świata. Nie traktuję tej publikacji jako narzędzia do zarabiania pieniędzy, ma ona raczej charakter samorealizacyjny. Mam na sumieniu kilka innych publikacji, wydanych w bardziej tradycyjny sposób i z całą pewnością mogę powiedzieć, że na typowych książkach nie zarabia się zbyt wiele, ale reakcje czytelników są zawsze bezcenne. W przypadku „ABC blockchaina” to, czy publikacja przyniesie jakieś wpływy, czy nie, było kwestią drugorzędną. Chodziło przede wszystkim o stworzenie publikacji, która dotrze do czytelników, stanie się ich elementarzem tej technologii. Publikacje blockchainowe w Polsce kosztują kilkadziesiąt lub nawet kilkaset złotych. Nie chciałem, żeby cena była barierą, stąd ten pomysł nietypowej dystrybucji i polityki cenowej. Oczywiście generuje to szereg innych problemów i część potencjalnych czytelników narzeka, że wolałoby publikację po prostu kupić, nawet za bardzo duże pieniądze. Nie mogę wykluczyć również takiej drogi dla tej książki, ale nie mogę nic obiecać. Pewne jest to, że póki co chciałbym, żeby jak najwięcej osób mogło tę publikację pozyskać za darmo.

K.K.: W ilu egzemplarzach została wydana książka i gdzie można ją znaleźć?

K.B.: Każdy kolejny dodruk z założenia ma być finansowany przez inny podmiot blockchainowy. Przez lata zajmowałem się konsultacjami w blockchainowym świecie, przede wszystkim za granicą, co zaowocowało różnymi świetnymi kontaktami. Postanowiłem odezwać się do niektórych spośród tych firm i osób i zaproponować im, że mogą opłacić druk dowolnej liczby egzemplarzy książki, a ja zadbam o to, żeby publikacja trafiła bezpłatnie do czytelników – na imprezach startupowych, blockchainowych, a także na przeróżne inne sposoby (np. podczas airdropów, czyli zostawiania określonej liczby egzemplarzy w różnych miastach). Jest kolejka fajnych firm, które chciałyby zostać mecenasem całego projektu i co jakiś czas pojawiają się nowe. To bardzo ekscytujący moment i jestem ciekaw, co będzie dalej. Rozważam dalsze podążanie tą ścieżką, jak i – zgodnie z prośbami czytelników – oddanie publikacji tradycyjnemu wydawcy, jak też jakąś formę pogodzenia jednego i drugiego. Przyznam szczerze, że całość trochę improwizuję, mam różne pomysły, ale też słucham głosów czytelników i szeroko pojętego rynku. Podobają mi się niektóre z tych oddolnych działań – dochodziło już do tego, że książka trafiała na konkretne wydarzenie tylko dlatego, że czytelnicy odzywali się przez FB książki i łączyli mnie z organizatorami danej imprezy. Co do nakładów – bez obaw, starczy dla każdego.

K.K.: Do jakiego grona odbiorców skierowana jest książka: doświadczonych przedsiębiorców, czy osób, które dopiero co zaczynają swoją przygodę z blockchainem?

K.B.: Geneza książki jest taka, że chciałem na kilkudziesięciu stronach zawrzeć odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. To miały być absolutne podstawy – krótkie wyjaśnienie czym jest i jak działa blockchain, jak mają się do niego kryptowaluty, trochę historii, kilka ciekawostek, podstawy używania portfela, coś o bezpieczeństwie. W trakcie prac publikacja znacznie się rozrosła. W efekcie książka liczy ponad 700 stron. Narodziła się z myślą o osobach, które dopiero wchodzą w ten świat, ale podczas prac przyświecała mi myśl, żeby każdy znalazł tam coś dla siebie, dlatego jest tam masa ciekawych informacji również dla doświadczonych blockchainowców. Chodzi zarówno o materiały porządkujące wiedzę, przedstawiające szereg projektów jak i zastosowań blockchaina, o których mogliśmy nie słyszeć, jak i cała masa ciekawostek, także zakulisowych. Miałem dużo szczęścia, że widziałem jak ten cały blockchainowy świat powstawał (nie od samego początku, ale od antycznych czasów roku 2013) i starałem się z tej wiedzy i swoich obserwacji podczas prac nad książką korzystać.

K.K.: Jakie zagadnienia omawia Pan w „ABC blockchaina”? Czy jest to książka czysto teoretyczna?

K.B.: I znowu – chciałbym uniknąć stwierdzenia, że jest to książka o wszystkim i dla wszystkich, bo brzmi jak błahy slogan reklamowy, ale naprawdę starałem się zadbać o różnorodność! Jest coś dla osób szukających absolutnych podstaw, ale i też dla osób szukających bardziej eksperckiej, czy też niszowej wiedzy. Uczymy się kryptograficznych podstaw funkcjonowania łańcucha bloków, poznajemy wszystkie narzędzia, takie eksplorator bloków albo różne rodzaje portfeli (oraz uczymy się o różnicach między nimi), a także zapoznajemy się z ponad dwudziestoma mniej lub bardziej znanymi projektami budowanymi na Ethereum, które są pretekstem do pokazania różnych, także tych mniej znanych, zastosowań blockchaina. Dowiadujemy się o blockchainach nowej generacji (oraz innych typach rozproszonych rejestrów), analizujemy potencjalne konsekwencje bańki roku 2017 i krachu roku 2018, dowiadujemy się jak zrobić ICO (i dlaczego czasem lepiej go nie robić), rozbijamy na czynniki pierwsze jeden z mniej znanych (i ciekawiej zorganizowanych) scamów, obalamy różne mity na temat prywatności blockchaina, śledzimy rozwój ekosystemu altcoinów. Są nawet krzyżówki. Krótko mówiąc, dla każdego coś miłego!

K.K.: Czy jest coś, co sprawiło Panu największą trudność w napisaniu owej książki?

K.B.: Czym innym jest coś wiedzieć, a czym innym umieć to przekazać. Sporo czasu poświęciłem na ustalenie, jakie tematy powinny być zawarte w książce oraz w jaki sposób najlepiej o nich opowiadać. Myślę, że autorzy rozmaitych opracowań (w sieci i nie tylko) często popełniają błąd polegający na opowiadaniu o wszystkim w sposób merytorycznie poprawny, ale trudno uchwytny dla zupełnych debiutantów. Nie bałem się mówić (pisać?) powoli, posiłkując się rozmaitymi przykładami i analogiami, czasem ocierając się o żart lub nawet nieco infantylne – w kontekście tak poważnej tematyki – zdania. Ale to wszystko dla dobra przystępności publikacji, która – wydaje mi się – jest przystępna nie tylko dla osób, które wcześniej nie miały nic wspólnego z blockchainem, ale też nie są zbyt techniczne. To prawdziwa próba wprowadzenia blockchaina pod strzechy. Dużo zastanawiałem się nad tym, o czym, w jakiej kolejności i w jaki sposób pisać. Zdawałem sobie sprawę z tego, że moje słowa będą dla niektórych czytelników często zupełnie pierwszym kontaktem z danym zagadnieniem, a wiąże się z tym ogromna odpowiedzialność.

K.K.: Kto zaprojektował okładkę „ABC blockchaina”?

K.B.: Jako że publikacja miała całkowicie autorski charakter i miałem pełną swobodę decydowania nie tylko o treści, lecz również o formie książki, postanowiłem również zaszaleć z kwestii graficznej. Stąd np. samo formatowanie książki, która nie wygląda jak typowy podręcznik pełen małych literek, a raczej swoim formatowaniem przypomina powieść (zgodnie z tym, co wielokrotnie w książce mówię, jest to w końcu opowieść o blockchainie!). Dosyć szalona jest również okładka. Jednym bardzo się podoba (naprawdę bardzo!), a inni kręcą nosem (ale takie jest ryzyko wybierania tak nietypowych projektów!). Pewne jest, że się wyróżnia. Tak nie wyglądają okładki poważnych książek ekonomicznych czy technicznych. Z jej autorem miałem przyjemność współpracować przy kilku innych okładkach i mam świadomość, że jest to dusza bardziej artystyczna niż chłodna i rzemieślniczo-precyzyjna. Projektantem jest Patryk Chwedorowicz, któremu przekazałem po prostu szereg luźnych skojarzeń z blockchainem, które miały stać się inspiracją dla dalszej pracy. Było też jasne, że nie boimy się szalonych i odważnych rozwiązań. Wszystko, co wydarzyło się dalej, jest już po prostu wynikiem twórczej burzy w umyśle artysty. Na koniec wspólnie przegadaliśmy jeszcze kilka rzeczy, doszlifowaliśmy, ale w złym tonie jest prosić kogoś o autorską, kreatywną okładkę, a później stawać się tym człowiekiem z anegdot, który prosi o przesuwanie różnych rzeczy o dwa piksele w lewo albo w prawo. Okej, jasne, jako autor chcący ubrać swoje dzieło w jak najpiękniejsze szaty często proszę o przesunięcie czegoś o dwa piksele w lewo albo w prawo, czasem nawet perfekcjonistycznie analizuję najmniejsze drobiazgi, ale ma to raczej formułę wspólnego odkrywania różnych możliwości, a nie autorytarnego ingerowania w czyjś autorski projekt, bo nie o to tu chodzi. To nie ja jestem osobą znającą się na kompozycji i projektowaniu okładek, bo gdybym nią był, to pewnie robiłbym zupełnie inne rzeczy!

K.K.: Inwestuje Pan w jakieś projekty, czy jest Pan tylko obserwatorem rynku?

K.B.: Od lat nie zakupiłem kryptowaluty za FIAT i składa się na to wiele czynników. Nie jest to w żadnym wypadku wyrazem mojej niechęci do zakupywania kolejnych monet (w gruncie rzeczy często ludziom doradzam, w jaki sposób można to zrobić, piszę o tym również w książce). Po prostu trochę monet i tokenów kupiłem w dawnych czasach, trochę dostałem w zamian za konsultacje lub w prezencie od różnych projektów. A wiadomo, że nie można stawiać wszystkiego na jedną kartę i nawet najwięksi entuzjaści blockchaina powinni pamiętać o dywersyfikowaniu swojego portfela poza monety i tokeny. To część strategii minimalizowania ryzyka oraz po prostu przejaw zdrowego rozsądku, którego jak najwięcej wszystkim życzę. Żyjemy w pięknych, lecz mocno eksperymentalnych blockchainowych czasach!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wprowadzić swój komentarz!
Proszę wprowadzić swoje imię